Panama – część III – szukanie jachtu na Pacyfik

Spotykamy się całą ekipą w Panamie po długiej przerwie od większych przygód. Naszym celem jest złapanie jachtu przez Pacyfik. Wspólny cel okazuje się prędko tylko złudzeniem. Po kilku dniach spędzonych wspólnie musimy się pożegnać nie tylko z Tomkiem, ale także i z Olkiem, którzy razem wyruszają do Meksyku. Ja z Termometrem zabieramy się za szukanie jachtu.

Ekipa ADŚ wraz z naszym ulubionym grubaskiem. Spotykamy się w Panama City i idziemy uczcić tę wiekopomną chwilę 😉

DCIM100GOPROG0356304.

A tu już ostatni wspólny posiłek. Chłopaki cisną na Meksyk, my zostajemy w Panamie.

Termometr oddaje mi swój paszport. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, pytajcie jego. Ja tylko powiem, ze ucieszył się gdy go przyjąłem. Trzymając go w kieszeni płynę przez kanał na łódce którą mało nie popłynąłem do Meksyku z Olkiem i Tomkiem. W tym czasie, w dżungli, w opuszczonym więzieniu w którym amerykańscy żołnierze byli trenowaniu do torturowania komunistów Termometr zostaje otoczony przez żołnierzy. Nie posiada on ze sobą paszportu i zostaje eskortowany do biura migracyjnego gdzie dostaje czas do 9tej. O 8:58 zjawiam się z jego paszportem i ratuję mu skórę, ponieważ gdybym się spóźnił trafiłby do obozu dla uchodźców i wyciągnięcie go stamtąd byłoby już większym wyzwaniem.

20170217_120009

Nasz nowy dom!

20170217_115440

W środku trochę mniej sympatycznie.

20170217_115325

Wiele dziwnych malowideł i opowieści lokalnych ludzi dają nam informację, że historia tego budynku nie skończyła się na torturach komunistów. W późniejszym czasie były tam odprawiane satanistyczne rytuały.

DCIM100GOPROG0316218.

My na zewnątrz rozbijamy namioty, pieczemy własny chlebek i inne smaczności 🙂

DCIM100GOPROGOPR6281.

W innych zakątkach dżungli można znaleźć jeszcze więcej opuszczonych budynków bazy wojskowiej.

Po tych wydarzeniach już wszyscy nas kojarzą w Shelter Bay. Wchodząc na marinę ludzie dopytują się, który z nas był aresztowany przez wojsko. Następnego dnia spotykamy Leigh – Anglika, właściciela łódki, którego poznaliśmy wcześniej na balkonie i który płaci kapitanowi Shonowi za dostarczenie łódki z Trynidadu do Tajlandii. Leigh nie ufa swojemu pracownikowi i prosi nas o zamontowanie trackera, który pozwoli mu na śledzenie jego własności podczas przeprawy. Byliśmy kumplami już wcześniej, ale teraz zyskujemy od niego jeszcze więcej zaufania.

Mamy jacht!

Przypływają nowi sąsiedzi z 13 osobową załogą o nazwie „discovery” z celem dopłynięcia do Japonii skąd zacznie się „the longest swim” w którym 49 latek zamierza przepłynąć wpław Pacyfik z Tokio do San Francisco. Discovery ma być jego pomocą podczas 6 miesięcznej wyprawy, w której śmiałek będzie codziennie płynąć przez 8 godzin, a rano za pomocą gps’a wrzucony do wody dokładnie w tym samym miejscu. Właściciel „Omega Lilu” – Leigh widząc jak czysta i zadbana jest ich łódka zamierza przekonać Shona do wzięcia nas jako załogi. Nie byliśmy pewni o jakie przekonywanie chodziło właścicielowi do czasu gdy nie byliśmy świadkami głośnej kłótni w której Shon musiał ustąpić i wziąć nas na pokład (wahaliśmy się jeszcze zanim weszliśmy na pokład ale Shon zapewnił nas o jego pozytywnym nastawieniu do nas i zaprosił z dużym uśmiechem).

Ostatnie przygotowania na łódce z którego głównym elementem była naprawa silnika przed kanałem Panamskim. Mechanik zapewnia że wszystko jest dobrze, więc płyniemy do oddalonego o 19 mil morskich Puerto Belo gdzie na kotwicy mamy zaoszczędzić pieniądze, które musielibyśmy wydać czekając na marinie.

DCIM100GOPROGOPR6410.

Silnik działa? A jak!

DCIM100GOPROG0436428.

Z właścicielem Omega Lily.

Zapewnienia mechanika jednak zostały szybko zweryfikowane i po 3 godzinach pracy, silnik zawyczał i odmówił posłuszeństwa. Zarzucamy żagle i dopływamy do wybranego wcześniej miejsca. Na kotwicy pojawiają się kolejni mechanicy magicy, którzy nie są w stanie nam pomóc, ale o dziwo nie to jest naszym największym zmartwieniem. Podsumowując:
– właściciel płaci gruby hajs za dostarczenie jachtu z Trynidadu do Tajlandii.
– kumplujemy się z właścicielem, wybieramy się z nim na opuszczone więzienie itd.
– Właściciel nie ufa kapitanowi i prosi nas o zamontowanie trackera.
– Naszym kapitanem zostaje człowiek, który chciał spędzić miesiąc miodowy ze swoją dziewczyną biegając nago po pokładzie przez cały rejs.
– Przekonujemy się że kapitan siedzi całymi dniami relaksując się przy śmiesznym papierosie zaniedbując obowiązki na łódce.
– Wypływamy i zrzucamy kotwicę na Puerto Belo.
– Przychodzą mechanicy i nie rozwiązują problemu z silnikiem.

20170223_080401

Łódeczka w Puerto Belo.

20170223_080216

Po huraganie (3 miesiące wcześniej)niektóre jachty skończyły w taki sposób. Jeden miałem nawet okazję odwiedzić. Był on zalany do połowy woda i leżał bokiem na plyciźnie.

20170225_112153

A na łódkę płynie się dinghersem.

Kradzież, oszustwo, ucieczka?

To co się dalej działo przerosło nasze oczekiwania. Myślałem że poprzednich wydarzeń nie będzie się dało przebić, ale to co się zaczęło dziać pozamiatało nas całkowicie. By wytłumaczyć tą zagmatwaną sytuację postaram się ją opisać w jak najprostszy sposób:
– Wszystko jest dobrze, żyjemy z kapitanem w dobrych stosunkach pomimo złego początku, zaczynamy się lubić z nim i jego narzeczoną.
– Płyniemy z Maćkiem pontonem na ląd gdzie właściciel przedstawia nam wyglądającego jak żula człowieka, który ponoć pływał w regatach i który oferuje ponad dwa razy tańszą i bardziej profesjonalną przeprawę do Tajlandii.
– Pomimo naszych obaw, którymi dzielimy się z Leigh, właściciel decyduje się na zmianę kapitana.
– Leigh próbując pozbyć się Shona(kapitana) i wyciągnąć od niego część zaliczki którą mu zapłacił zaczyna grać w grę zaczynając robić problemy do jego narzeczonej. Sytuacja robi się napięta.
– Podczas gdy Shon ze swoją dziewczyną siedzą na brzegu, my zaczynamy szukać informacji na temat naszego przyszłego kapitana.
– Płyniemy pod jego łódź i sprawdzamy wszystkie możliwe informacje w internecie.
– O ile prawdą okazało się że „La Poste” jest jedną z najpotężniejszych żaglówek na ziemi która faktycznie wygrywała wyścigi bijąc rekordy prędkości to nie możemy znaleźć żadnej informacji o Giorgio.
– Dowiadujemy się za to że na „La Poste” obecnie przebywają włosi którzy wyłudzają pieniądze od turystów oferując wycieczki.
– Leigh płynie po kapitana Shona.
– Mamy kapitana z powrotem który ma do nas nieuzasadnione pretensje, ale i tak jesteśmy szczęśliwi.
– Shon zostaje z dziewczyną na lądzie na noc i ugaduje się z Leigh na 8 rano.
– O 8:40 przypływa Leigh z kolegą z informacją że Shon wziął zaliczkę i uciekł z miasta.
– Jedziemy z Maćkiem jako tłumacze dla policji. Ja w międzyczasie biegam po mieście z nadzieją że znajdę Shona gdzieś relaksującego się w okolicy.
– 10:30 Leigh złasza kradzież i udajemy się z powrotem na Omege Lily gdzie czeka Shon.
– Odwołujemy akcję poszukiwawczą i prosimy policjantów by jednak pozwolili tym ludziom opuścić kraj 😉
– Wszystko wygląda ok, ale atmosfera jest dość napięta.
– Shon grając w swoją grę zwraca się w ordynarny sposób do Maćka nie pozwalając mu się do siebie odezwać.
– Leigh każe opuścić kapitanowi jacht.
– Podczas gdy narzeczona kapitana zaczyna pakować swoje rzeczy dochodzi do kompromisu i teoretycznie wszystko gra.
– bierzemy kotwicę i żeglujemy do Shelter Bay (silnik ciągle nie działa jak należy)

DCIM100GOPROG0446447.

Silnik nie działa więc takujemy z zatrważającą prędkością wypadkową 2 węzłów.

20170225_160409

Termo za sterem.

Shelter bay tym razem z łodzi a nie z namiotu

Wydawałoby się że nie może się już więcej nic złego wydarzyć. Kolejne naprawy i testy silnika. Cały czas coś się dzieje. Podczas wpływania do mariny silnik gaśnie i na pełnej prędkości wyskakujemy na keje by ratować jacht(tym razem nic się nie stało w porównaniu do początku tej wycieczki gdy wypływaliśmy i właściciel słuchając się wskazówek kapitana uderza z impetem w Discovery zostawiając im dużą rysę naszą kotwicą). Sytuacja jest dość skomplikowana i ciągle nie jesteśmy pewni czy mamy kapitana. Czas jednak nieubłaganie leci do przodu i termin wyznaczony na przekroczenie kanału zbliża się wielkimi krokami. W końcu udaje się rozwiązać sprawę z silnikiem „szkotem” czyli podciągając rurki bezpośrednio do zbiornika z paliwem. Jest to rozwiązanie na czas kanału, który udaje nam się pokonać bez większych problemów (drugiego dnia rozlało się paliwo na przewody i nie byliśmy w stanie go odpalić, ale problem udało się rozwiązać w wystarczająco krótkim czasie).

Właściciel leci do Anglii jeszcze przed przekroczeniem kanału. My już szczęśliwie po drugiej stronie myślimy, że wszystkie problemy rozwiązane, że zrobimy ostatnie przygotowania i wyruszymy po paru dniach na wielkie wody… Nic bardziej mylnego…

DCIM100GOPROG0036495.

Idziemy z Leigh do sprawdzonej przez nas w okolicy stołówki wojskowej. Idziemy skrótem i lądujemy w spodenkach i klapeczkach w samym środku bazy. Podbiegają do nas żołnierze z karabinami zdziwieni pytając co robimy na ich terenie. Ostatecznie jednak wydają nam jedzenie z ostrą reprymenda o warunkach na jakich mamy prawo tam jadać.

DCIM100GOPROG0076547.

Pożegnanie z Leigh.

DCIM100GOPROG0206717.

Lecimy przez kanał!

DCIM100GOPROG0116603.

A tak się transportuje wiatraki.

DCIM100GOPROG0086577.

Wspólny posiłek. Wszyscy szczęśliwi. Wszystko gra.

Walka o Omega Lily

Już na drugi dzień w Panama City planujemy zmianę miejsca i umawiamy się z kapitanem i jego dziewczyną na konkretną godzinę. Dziewczyna pojawia się spóźniona parę godzin. Jest roztrzęsiona i przerażona próbując wytłumaczyć nam co się stało. Według tego co powiedziała to nasz kapitan wyskoczył z autobusu, wziął jej paszport, wszystkie pieniądze, odwrócił się od niej i pobiegł w złą dzielnicę…  W trakcie gdy próbujemy analizować sytuację i pomóc jej jak przypływa zdenerwowany kapitan weryfikując jej wersję (nie wytrzymał, odwrócił się i spokojnie odszedł gdy ona dalej na niego krzyczała). Następnie przypływa policja, gdyż taksówka którą przyjechała do mariny nie była opłacona. Kłótni nie ma końca, a w trakcie dowiadujemy się, że to my jakimś cudem byliśmy tą kością niezgody i nie możemy z nimi żeglować dalej…

Następnego ranka pakujemy się i opuszczamy Omega Lily… Nie trwa to jednak zbyt długo gdyż zaraz po zejściu informujemy o całym zajściu właściciela. On prosi nas przez telefon żebyśmy wrócili na tą łódź, bo boi się że kapitan może ją uszkodzić, ukraść, albo nawet zatopić.

Znajdujemy Omegę Lily na kotwicy parę kilometrów od miejsca w którym ją opuściliśmy. Spotykamy tam znajomych Szwajcarów, którzy pontonem podrzucają nas na ten jacht i zaczyna się komedia. Nie mija 5 minut i kapitan znowu każe nam opuścić jacht pomimo wcześniejszych zapewnień że możemy na nim siedzieć. Przekazujemy mu telefon od właściciela i zaczyna się akcja. Pierwszy raz na policję dzwonimy my. Płynę pontonem na ląd (Maciek zostaje na jachcie żeby mieć oko czy kapitan czegoś celowo nie niszczy/kradnie) i odbywam tam około paro godzinną rozmowę z policjantami. W tym czasie na bieżąco rozmawiając z właścicielem  dostaję zdjęcia dokumentów i listów dające mi autoryzację do jachtu. Policja nie może nam pomóc, a ja wracam na łódkę już z kompletem dokumentów.

Kapitan nie jest zadowolony i mówi o swoich uprawnieniach co stawia nas w ciekawej sytuacji, w której każdy ma pozwolenie na pobyt na tej łódce, ale ktoś musi z niej zejść. Dziewczyna kapitana dzwoni na policję trzeci raz, tym razem mówiąc że stosujemy przemoc. Po ich przyjeździe zaczyna kłamać jeszcze więcej zaczynając m.in. rozmowę że mówiliśmy że nie lubimy murzynów…

Jeszcze tego wieczoru schodzimy na ląd odwiezieni przez wojsko z zapewnieniem że następnego dnia z rana pojawi się już ktoś mówiący po angielsku i po jego rozmowie z właścicielem będziemy mogli wrócić spokojnie z powrotem. Policja w Panamie jest tak tragiczna jak cała reszta… Załatwić coś w tym kraju graniczy z cudem… Wracamy na łódkę po 6 dniach (4 spędzonych na głowach policjantów) po powrocie właściciela.

Starego kapitana już nie ma a my zaczynamy się przygotowywać do wypłynięcia. Robię listę co trzeba zrobić, ale właściciel nawet nie chce na nią spojrzeć. Maciek w tym czasie znajduje ludzi którzy z większym doświadczeniem od nas mogli by zająć miejsce kapitana. Ciągle jednak coś się psuje, długi ciąg pechów i beznadziejne nastawienie właściciela do problemów męczy nas coraz bardziej. Leigh nawet zastanawia się nad zostawieniem łódki na rok w Panamie, więc my się pakujemy i lecimy przez kanał kolejny raz. Mówimy Leigh, że jakby jednak chciał przetransportować ten jacht dalej do Tajlandii to jesteśmy chętni, ale on widząc nas spakowanych i opuszczających jacht znajduje sobie kogoś innego.

DCIM100GOPROG0296185.

Autostop na marine za promem który przewozi auta z jednego na drugi brzeg kanału.

DCIM100GOPROG0036904.

Mamy nowe miejsce na namiot. Jest dach jest cień i jeszcze lepszy przewiew.

fb_img_1489361687410

Piwko z Tahiti którym zostaliśmy poczęstowani przez zajebistych Francuzów. Nasz pierwszy smak Polinezji!

img-20170308-wa0000

Wywieszając to ogłoszenie nie pomyśleliśmy o pływach. To zdjęcie przysłane przez znajomych przysporzyło nam wiele uśmiechu.

Zaczynamy od początku

Czas stracony na Omedze Lily nie zamyka dla nas całkowicie furtki do jachtostopu przez Pacyfik. Ciągle jest sezon, a osób szukających załogi jest nawet więcej niż tych szukających jachtu. Już w parę dni kontaktujemy się z kilkoma kapitanami i dołączamy jako załoga do pięknego jachtu Ladoga z rosyjsko-kanadyjskim kapitanem i jego ukraińską dziewczyną. Wydają nam się niesamowicie sympatyczni i godzimy się na ich warunki m.in. na zakaz rozmów politycznych na jachcie co w tej mieszance kulturowej wydaje się całkiem rozsądnym posunięciem.

Przekraczamy kanał (mój szósty raz) robimy ostatnie przygotowania i wyruszamy na głębokie i wielkie wody Pacyfiku. Naszym pierwszym celem są wyspy Las Perlas by wkrótce potem opuścić już przez nas znienawidzoną Panamę i popłynąć do Galapagos!