Autostop do Rio

Brazylia to zdecydowanie jedno z najbardziej wymagających państw dla autostopowiczów. Szanse na złapanie czegoś stojąc na drodze z wyciągniętym kciukiem są praktycznie równe zeru. Największe możliwości daje kontakt osobisty na stacjach benzynowych i dużych parkingach. Wszystko rozbija się o bezpieczeństwo. Z początku myślimy, że Brazylijczycy przesadzają kiedy chcąc iść wieczorem 4 km na inną stację mówią nam, że to zbyt niebezpieczne i oferują podwózkę. Przekonujemy się o tym następnego dnia, kiedy spotykamy kierowcę, któremu na stacji wybito szybę, przystawiono pistolet do głowy, związano i porwano ciężarówkę. Za daleko przestępcy jednak nie ujechali, bo firma transportowa zamontowała specjalny system wykrywający porwania, który zatrzymał tira i nie pozwolił ruszyć dalej. Cała akcja rozgrywała się na stacji, na której byliśmy 5 minut przed tym zdarzeniem. Podobno północno – wschodni rejon należy do najbardziej niebezpiecznych. To tu do naszego kierowcy miesiąc temu policjanci mierzyli z karabinu podczas obławy na przemytników narkotyków podczas której zginęły trzy osoby. Nas to zbytnio nie dotyczy bo łapiemy ciężarówkę do Vitorii oddalonej 100 km od Rio i wkrótce opuścimy ten niebezpieczny rejon.

Wybita szyba podczas napadu na kierowcę ciężarówki.

Wybita szyba podczas napadu na kierowcę ciężarówki.

Podróżujemy tirem w 5 osób i mamy do zrobienia 1300 km. Jest mega wesoło. I chociaż idzie nam to jak krew z nosa to nasi kompani zapewniają nam tyle atrakcji, że ciągle dzieje się coś nowego. Jednego dnia np. rozładowujemy 10 ton kartonów z tira, kąpiemy się w jakiejś malowniczo położonej rzece, jemy najlepsze lody w życiu za 1zł (z wiórków kokosowych i mleka) i podziwiamy widoki, które na długo zostaną w naszej pamięci. Radość jednak nie trwa długo, bo trzeciego dnia okazuje się, że Vitoria do której zmierzamy to nie Vitoria, a Vitoria del Conquista, która jest nie 100 km od Rio, a 1000. Jesteśmy załamani i czym prędzej chcemy nadrobić trzy dni straty. Intensywnie próbujeny łapać autostop. Niestety to jest Brazylia, a dokładnie jej północno – wschodni rejon. Tu nikt nie mówi po angielsku, a kierowcy boją się zabierać autostopowiczów. Na niektórych stacjach spędzamy po 8-10 godzin, zanim ktoś zdecyduje nas się zabrać, chociaż zdarza nam się łapać stopa od razu po wyjściu z auta. Wtedy też szanse są największe bo dwóch gringo wyskakujących z wielkimi plecakami z ciężarówki wzbudza spore zainteresowanie. Najlepiej jest zrobić koło siebie sporo szumu, opowiedzieć pracownikom stacji o tym co robimy i poprosić ich, żeby pomogli nam łapać stopa. To działa!

5 osób w tirze? Nie ma problemu :)

5 osób w tirze? Nie ma problemu 🙂

Podczas podróży do Rio stołujemy się w przydrożnych self-servicach. Za 13 zł możemy jeść ile tylko zmieścimy, a jedzenie jest naprawdę smaczne. Warto też dodać, że tutaj zimna woda jest darmowa, płaci się tylko za napoje. Krany z zimną wodą są również na każdej stacji benzynowej. Po 5 dniach od wyjazdu z Salvadoru docieramy pod Belo Horizonte, gdzie łapiemy dwójkę starszych braci, którzy częstują nas brazylijskimi słodkościami i zabierają do malutkiej ale malowniczo położonej wioski Paracambi, skąd kupują nam bilet autobusowy prosto do centrum Rio.

Paracambi!

Paracambi!

Widoki w tej części Brazylii są całkowicie odmienne od tych, które mieliśmy okazję podziwiać na północy. Jest masa zieleni i górzyste tereny, w przeciwieństwie do stanu Bahia gdzie tereny były płaskie, a drogi proste jak od linijki. Łatwo zasnąć za kółkiem kiedy na drodze nie dzieje się nic, a przed nami 20 km idealnie prostej drogi. Większość kierowców ciężarówek wspomaga się narkotykami. Nie ma tu tachografów, a firmy transportowe płacą za liczbę przejechanych godzin, więc nie ma się im co dziwić. Nie ma się też co dziwić liczbie wypadków, które w Brazylii widzimy co 100 km. Niebezpieczeństwo na tutejszych drogach nie jest może tak duże jak w Gruzji, ale jazda jest również mocno hardkorowa. Kto był ten wie.

Masakrycznie proste drogi w północno - wschodniej Brazylii.

Masakrycznie proste drogi w północno – wschodniej Brazylii.

Do Rio docieramy o godzinie 17. Lądujemy na downtownie i nie mamy gdzie spać. Mamy natomiast dwa duże plecaki, co akurat w tym miejscu nie jest dla nas zbytnio korzystne. Po przejściu 100 metrów przyjeżdża koło nas karetka pogotowia, kilka metrów dalej stoją policjanci z karabinami, a obok nich leży martwy mężczyzna. Witamy w Rio 🙂

[Jakie naprawdę jest Rio de Janeiro i czy można wyjechać z niego żywym, bez bycia napadniętym i okradzionym dowiecie się wkrótce. Cała prawda o tym mieście tylko u nas już w następnym wpisie!]